Często napotykamy trudności, tylko po prostu nie wiemy, jak dać sobie spokój i poczekać na odpowiedni moment do działania. Odłożyć to na jakiś czas. Odpocząć. Jeśli nie ma problemu, nic nie można zrobić, najlepiej nic z tym nie robić. Innymi słowy, poczuj spokój. Czasami ludzie mogą poczuć spokój, tylko gdy wszystko jest Nie wiesz kiedy zacząć pracę nad własnym rozwojem? Zacząłeś / Zaczęłaś ale nie wiesz czy w odpowiednim momencie? - Ten film odpowie Ci na te pytania :-) Niebawem minie rok od kiedy pojawił się koronawirus. Zmienił on nasze życie, często stawiając je na głowie. Długi czas „zamknięcia w domach” wywarł zauważalne skutki w wielu obszarach naszego społecznego funkcjonowania. Relacja z drugim człowiekiem. Jeden z tych obszarów to niewątpliwie sfera relacji międzyludzkich. Jednak taka postawa powoduje coraz większe wycofanie z życia towarzyskiego, kłopoty z zaliczeniem egzaminów, rezygnację z awansów, utratę pracy, w skrajnych przypadkach zamknięcie w domu. Bardzo częstą konsekwencją nieleczenia nadmiernego lęku jest czarna dama – depresja. I zwykle dopiero ona zmusza do szukania pomocy. Kiedy kobieta kolejny raz jest zostawiona sama sobie, a podczas dyskusji nagle mężczyzna pokazuje jej swoje plecy, pojawia się poczucie bezradności, a następnie zrezygnowania. A to już pierwszy krok do poważniejszego kryzysu w związku. Jak rozmawiać z mężem, który nie chce rozmawiać? Po pierwsze – dać mu czas. Żeby żyć w zgodzie z innymi. Żeby być lojalnym w stosunku do siebie. Żeby uzyskać spokój. Żeby nie musieć nic udowadniać, bo przecież wiesz kim jesteś i na czym stoisz. Żeby pójść swoją indywidualną i autentyczną ścieżką. Żeby nie dać się zamknąć do szuflady. Żeby potrafić sobie pomóc. Żeby stać się swoim sfl381Q. rzucił mnie facet bo się wypalilo. .. rozum mówi ze mam dać sobie z nim spokój ale serce ma nadzieję że wróci. Nie kontaktuje się z nim, nie chce rozdrapywać ran. Ale nadal widzę w nim same superlatywy a nie widzę tego co było zle. A wy po czym byście skreslily faceta? Byłam z facetem trzy lata, z czego prawie rok mieszkaliśmy razem. Poznaliśmy się na imprezie. Jak zawsze, początki były świetne, tyle że ja wtedy myślałam jeszcze o byłym i on o tym wiedział. Czas mijał, pokochałam go tak jak on mnie. Był dla mnie bardzo dobry, zależało mu bardzo. Było super, choć czasami wracałam myślami do byłego... Nawet nie wiem, dlaczego, skoro tak mnie skrzywdził. Ja dawałam mu wszystko, całą siebie i dostałam po tyłku. Obecnego kochałam mocno. Pokazywał, że kocha itd. Ja też, ale później przestałam, nie starałam się. On dawał i nie otrzymywał nic w zamian. To zaczęło się, gdy wprowadziliśmy się do mieszkania. Były ciągłe kłótnie, trwało to z pół roku. Ciągła gadanina "a, to rozstańmy się". Szliśmy do znajomych i zaraz się kłóciliśmy. Wdarła się rutyna, przychodziłam z pracy i nic się nie działo. Byliśmy razem, ale żyliśmy osobno, nie rozmawialiśmy o niczym ważnym, o tym, co jest źle, co trzeba naprawić. Chociaż czasami, gdy rozmawialiśmy, to poszło to zaraz w niezapomniane. Nie byłam święta, lecz go nie zdradzałam, nie okłamywałam. Często prowokowałam do kłótni... A on prowokował, bym była bardzo mocno zazdrosna i imprezy kończyły się płaczem i wyzywaniem. W łóżku było bardzo źle, jak stare małżeństwo. Nie miałam ochoty w ogóle na nic, żadnej przyjemności, nic. Wiedziałam, że to się skończy źle, ale to była nasza wina, nie tylko moja. Wiem, że mi nie zależało, bo bałam się po tamtym związku, gdzie starałam się bardzo i nic nie dostawałam. Przykro mi, że musiało spotkać to akurat jego, że po jakimś czasie miałam to wszystko gdzieś - "jest, bo jest, kocha mnie, to mnie nie zostawi" - tak sobie mówiłam. Miałam momenty, że myślałam, że nie wiem, czy my jesteśmy dla siebie. Chociaż były chwile, gdzie byłam szczęśliwa. Ale tylko bywały. On jest jedynakiem i chyba oczekiwał, że będzie miał w domu podane na tacy - tak jak jego mama to zawsze robiła, tak go nauczyła. Wypominał mi nawet to, że obiad jest niepodgrzany. Zauważyłam, że zaczynają interesować go inne kobiety... Przyszedł marzec, moje urodziny - wyprawiłam je, choć oczywiście była kłótnia, bo "nie mam, co robić, tylko wyprawiać durne urodziny". Upokorzył mnie przy znajomych - docinki, głupie teksty. Mówił podobno, gdy mnie nie było przy stole, do moich gości - "nie zdziwcie się, jak nie będziemy ze sobą". Dwa dni później wyjechałam na delegację - szkolenie do mojej nowej pracy, na trzy dni. Wyjechałam w dzień moich urodzin. Wszystko było dobrze, cieszyłam się, bo po kłótni przed wyjazdem pogodziliśmy się i powiedzieliśmy sobie, że będziemy rozmawiać o wszystkim. Drugi dzien mojego szkolenia zmienił się w koszmar. Napisał mi, że to nie ma sensu... Ten SMS fatalnie mnie rozbił. Po tym, jak wyszłam po pracy szkoleniowej, zadzwoniłam do niego - dał mi jasno do zrozumienia, że to już dawno się popsuło, ciągłe kłótnie, brak seksu, rutyna, nudy. Strasznie płakałam. Byłam na szkoleniu sama, nie wiedziałam, co robić. Jak można rozstać się przez telefon, mając 27 lat? To był cios. Trzeci dzień szkolenia był dla mnie tragiczny, nie mogłam się skupić. Przyjechałam do domu, jeden dzień wolny i później praca. Odzywa się ciągle do dziś. Minął już ponad miesiąc, a on pisze, dzwoni, nie wie, czego chce. Najgorszą rzeczą było, jak się dowiedziałam, że po tygodniu spał z inną. Powiedział, że to był wybryk, że żałuje, ale mógł to zrobić, bo nie byliśmy razem. Chciał zapomnieć... Dowiedziałam się o tym po tym, jak się z nim spotykałam i się kochaliśmy. Nasze spotykania były naprawdę super, zaczęliśmy znów rozmawiać itd. A tutaj się dowiaduję, że mnie okłamywał. Ciekawe czy by mi powiedział, bo dowiedziałam się o tym na imprezie, jak on powiedział mojej koleżance, że nie wie, czy bym wróciła do niego, bo zrobił głupotę. Wkurzyłam się i na imprezie spytałam, co takiego zrobił. Wyzwał moją koleżankę i poszedł do domu, przestraszył się. Na drugi dzień rano napisał mi prawdę. Byłam wściekła, ale nie rozumiałam moich uczuć i tego, że i tak chciałam być blisko niego. Pisał, że żałuje bardzo i że chciałby, bym była obok niego... Pojechałam do niego, spaliśmy razem, ale ja cały czas o tym myślałam. Że przyprowadził ją do naszego mieszkania i robił z nią rzeczy obrzydliwe dla mnie, jak o tym pomyślę. Do dziś ze sobą piszemy. Rozmawiamy i jak się u niego widzimy, to też jest super. Seks jest nieziemski, sama nie wiem, czemu tak jest. Ale on nie wie, jaką ma podjąć decyzję, bo się boi, że jak będzie się starał o to, bym wróciła, będzie tak samo źle, jak było. Mam czekać? Powiedział mi, że przecież też może się tak zdarzyć, że kogoś poznam. Wysyła mi głupkowate teksty w stylu "no, może kogoś tam fajnego poznasz", choć sam pisze mi, że nikogo nie szuka. Mam mu pokazać, że mi zależy? Nie rozumiem? Mam dać sobie spokój? Bardzo się boję i też nie jestem pewna tego, czy jak do siebie wrócimy, znów mu się coś nie spodoba i powie "żegnaj". Będę się starać, a on nagle powie, że jednak nie chce wrócić. Boję się takiego ryzyka. To on zawsze pisze pierwszy. Ja boję się pokazać, że mi zależy, bo boje się odrzucenia. Nie chcę cierpieć. Raz daje mi do zrozumienia, że idzie to w dobrą stronę, a zaraz mi pisze, że nie wierzy w nas, że to się nie uda. On sam nie wie, czego chce... A były plany, mieliśmy żyć razem... Dlaczego tak to boli? Nie wiem, czy mam mu ufać, czy się z kimś nie spotyka, czy nie sprowadza kogoś do domu. Nie wiem, czy mogę mu wierzyć. Zmienił się bardzo, nigdy taki nie był, znam go zupełnie innego. Wiem jedno, że nie mogę się sama obwiniać. Ale on to czasami robi dobitnie - wypomina nawet to, co było dwa lata temu. Rozpisałam się trochę, bo nie mogłam tego napisać w małym skrócie. Proszę o jakąś małą pomoc. B. Odpowiedź psycholog Marty Sałatowskiej: Droga B. Prosisz mnie o małą pomoc. Na czym ona miałaby polegać? W czym miałaby Ci pomóc? W twoim związku w ostatnim czasie dużo się wydarzyło. Można by powiedzieć, że wasz kryzys doszedł do punktu kulminacyjnego. Kryzys w związku wcale nie musi być zły, mówi nam on, że coś źle się dzieje między dwoma osobami. Rozwiązania jego zawsze mogą być dwa - rozwój albo rozpad. To znaczy, że wyciągamy lekcje z tego co się wydarzyło między nami i dokonujemy potrzebnych zmian, by było między nami lepiej, bądź podejmujemy decyzję, że nic się nie da zrobić i rozstajemy się. Twój związek jest właśnie na tym etapie. Twój partner już raz podjął decyzję, chociaż nadal się waha. Teraz trzeba sobie odpowiedzieć na pytania: Czy widzisz szanse dla swojego związku? Co chcesz, by w waszym związku coś się zmieniło? Co Ci nie odpowiadało, a co było dobre? Co ty możesz zrobić, zmienić, by między wami było tak, jak chcesz? Powiedzenie mówi, że do tanga trzeba dwojga i mimo że ty będziesz widziała szansę dla was, to jeśli twój partner nie będzie jej widział, to nic zmienisz. Na związku musi zależeć obojgu partnerom. Ty, droga B., masz wpływ tylko na swoją decyzję i na to, czy wierzysz w to, że może wam się udać. Tak jak pisałam już we wcześniejszych artykułach, udany i szczęśliwy związek wymaga dużo zaangażowania od obojga partnerów. Jest to ciągłe dbanie o wspólne relacje. O to, by między partnerami była szczerość, otwartość i zaufanie. Taki związek buduje się przez cały czas. Można by go porównać do ogrodu, który cały czas trzeba pielęgnować, aby był i piękny i zdrowy. Jeśli przestanie się dbać o niego, zaczną wyrastać w nim chwasty, które niszczą to, co piękne. Możesz się zastanowić, czy z waszego związku da się jeszcze stworzyć piękny ogród pełen miłości. Co będzie wam potrzebne do tego? Jakie umiejętności i narzędzia? Jeśli wam obojgu zależy na ratowaniu związku, może warto zastanowić się na terapią par, która może wyposażyć was właśnie w te niezbędne umiejętności. To wszystko zależy od tego, na ile jesteście gotowi, by ratować wasz związek. Na ile ty jesteś gotowa, by wrócić i wybaczyć zdradę. Jeśli zdecydujecie się dokonać zmian w waszej relacji, niezbędnych do stworzenia bliskości między wami, oto kilka wskazówek, dzięki którym łatwiej będzie to osiągnąć. - Znajdźcie odrobiną czasu, by codziennie siebie wysłuchać. - Zajmujcie się jedną sprawą, aż do jej wyjaśnienia, a później już ją zostawcie. Została wyjaśniona. - Rozmawiajcie – mówcie o tym, co was trapi, wam przeszkadza. - Mówcie otwarcie o swoich uczuciach. - Dbajcie o dobrą atmosferę między wami: często się dotykajcie, mówcie czułe słówka, planujcie razem. - Ustalcie, co każdy z was może zrobić dla dobra waszego związku. - Bawcie się – poczucie humoru, śmiech i wygłupy są lekarstwem na wszystko. - Kłóćcie się, ale konstruktywnie - bez obrażania siebie, natomiast z szacunkiem dla was nawzajem. Budowanie udanego związku nie jest takie proste, wymaga dużo wysiłku i wyrzeczeń, ale jeśli osobom na sobie zależy i chcą być razem, to jest to możliwe. Nie zawsze natomiast to się udaje. Czasami tak jest, że niektórych rzeczy, nawyków nie da się zmienić i wtedy dochodzi podjęcia decyzji o rozstaniu i ta decyzja może w niektórych przypadkach być słuszna. Wszystko zależy od partnerów, czy chcą i czy są wstanie budować udany związek. Czy ty, B., i twój partner chcecie tego i czy jesteście na to gotowi? Marta Sałatowska ____________________________________________________________________________________ Potrzebujesz porady psychologa? Masz pytanie dotyczące relacji, które budujesz? Otworzenia się na drugą osobę, nowy związek? Napisz wiadomość pod adres: psycholog@ Na wybrane pytania psycholog Marta Sałatowska odpowie na łamach Gwarantujemy Ci anonimowość. ____________________________________________________________________________________ "Żagle" to pracownia psychologiczna prowadzona przez profesjonalistów, psychologów, psychoterapeutów, socjoterapeutów i pedagogów z wieloletnim doświadczeniem w pracy terapeutycznej indywidualnej i grupowej. Wykorzystuje metody wielu podejść psychoterapeutycznych. W ofercie pracowni jest psychoterapia, warsztaty psychologiczne, treningi umiejętności miękkich oraz szkolenia dla firm i instytucji. Źródło: Dołączył: 2011-03-31 Miasto: Liczba postów: 1383 9 maja 2014, 11:06 Witajcie. Mam ogromny mętlik w głowie i na obecną chwile nikogo komu mogłabym się poradzić. Spotykałam się z facetem przez pół roku. W międzyczasie było kilka sytuacji w których kontakt nam się przerwał tzn on się przestał odzywać, ja stwierdziłam, że tego pierwsza nie zrobie. W końcu któreś pękało i wszystko wracało do normy. Później okazało się, że ma dziecko o którym mi nie powiedział, ponieważ bał się mojej reakcji i tego że jak się dowiem to dam sobie z nim spokój. Facet jest ode mnie starszy, więc brałam pod uwagę to, że może mieć dziecko i nie byłby to dla mnie problem. Ostatecznie kontakt urwał Nam się w styczniu i on wczoraj się odezwał. Podczas tej rozmowy dowiedziałam się o nim więcej niż przez te pół roku. Tłumaczył mi, że zerwał kontakt bo nie wiedziałam o nim tylu rzeczy, że był przekonany gdy to nastąpi zostawię go. Okazało się, że dzieciństwo spędził w domu dziecka o czym kompletnie nie miałam pojęcia - może też dlatego nigdy nie poznałam jego rodziny. Ma dwoje braci, siostę, matka też żyje, ale kontakty mają bardzo kiepskie wydaje mi się, że to przez ten dom dziecka. W jego domu przelewał się alkohol, ale tego domu dziecka kompletnie się nie spodziewałam. W styczniu kiedy to kontakt nam się urwał ostatecznie podobno stało się coś co spowodowało, że wyszło jak wyszło. Co? Nie wiem nie chciał o tym mi powiedzieć. W każdym razie jest to człowiek zamknięty strasznie na ludzi, na mnie również. Ma tendecję do dopowiadania sobie wielu rzeczy, przewidywał moje reakcje z góry nie rozmawiając na żaden temat, który opisałam wyżej. Z tego co się orientuje on chce się spotkać, chyba to wszystko naprawić, nie zapomniał o mnie przez ten czas. Teraz trochę o moich uczuciach do niego. Był to pierwszy chłopak po moim byłym z którym byłabym gotowa zbudować związek, czułam się przy nim zawsze dobrze, mieliśmy podobne poczucie humoru. Na słowo kocham było chyba za wcześnie, ale bardzo mi na nim zależało i do wczoraj co jakiś czas powtarzałam sobie, że szkoda mi tej znajomości. Nie spotykałam się od tamtego czasu z żadnym innym facetem. Co Ty zrobiłabyś w mojej sytuacji? Czy uważacie, że po tylu niedomówieniach jeżeli wytłumaczył by mi wszystko od A do Z warto brnąć w to dalej? Ja nie zapomniałam o nim, Powiedział mi jeszcze, że po sytuacji która miała miejsce w styczniu ( ta w której nie wiem o co chodzi ) potrzebował mnie bardzo, ale mam taki charakter a nie inny, że nie ustąpiłam i tak sobie milczeliśmy do dziś. Co robić? Spotkać się chociaż czy z góry dać sobie spokój? Przepraszam za chaos we wpisie. Dołączył: 2013-08-18 Miasto: Zielone Wzgórze Liczba postów: 4712 9 maja 2014, 11:18 Nie widzę ani jednego powodu dla którego miałabyś po raz któryś narażać się na ponowne zranienie. Dla mnie liczą się czyny a nie słowa. Tłumaczyć się oczywiście można, ale dla mnie to tylko wymówki o trudnym dzieciństwie. A co on zrobił, żeby nawiązać zdrową relację? Poza tym odezwanie się po kilku miesiącach pachnie mi tu rozstaniem z inną kobietą. Nie marnuj czasu na kogoś takiego. Edytowany przez Matylda111 9 maja 2014, 11:18 Dołączył: 2011-03-31 Miasto: Liczba postów: 1383 9 maja 2014, 11:20 Nie widzę ani jednego powodu dla którego miałabyś po raz któryś narażać się na ponowne zranienie. Dla mnie liczą się czyny a nie słowa. Tłumaczyć się oczywiście można, ale dla mnie to tylko wymówki o trudnym dzieciństwie. A co on zrobił, żeby nawiązać zdrową relację? Poza tym odezwanie się po kilku miesiącach pachnie mi tu rozstaniem z inną kobietą. Nie marnuj czasu na kogoś zasadzie żeby ta relacja była zdrowa nie zrobił nic, bo od początku ukrywał te trudne fakty ze swojego życia przede mną. Powiedziałam mu o tym, że tak czy siak będzie to kiedyś musiał z kimś przerobić, bo inaczej nigdy sobie życia nie ułoży nawet nie koniecznie ze mną, bo może nie byłam odpowiednią osobą. Powiedział, ze byłam lecz wolał zerwać kontakt niż znieść ewentualne odrzucenie z mojej strony. Dołączył: 2007-07-17 Miasto: Warszawa Liczba postów: 3716 9 maja 2014, 11:23 Dałbym szansę, wprawdzie z początku nie powiedział Ci o sobie ważnych rzeczy, ale powody znasz a później to zrobił. Inna sprawa, czy dasz sobie radę z kimś tak zamkniętym w sobie. Czy skoro już się otworzył, to już tak zostanie. idealia 9 maja 2014, 11:32 Ja bym sobie chyba nie chciała komplikować życia z tak skomplikowanym facetem. Do tego z dzieckiem. Ono będzie zawsze będzie między wami, na pierwszym miejscu. Gdyby dziecko było wspólne, to niechaj bedzie na pierwszym miejscu, ale dzieciak innej kobiety... Edytowany przez idealia 9 maja 2014, 11:32 Dołączył: 2011-08-18 Miasto: Pabianice Liczba postów: 2849 9 maja 2014, 11:35 Jedno spotkanie jeszcze tak naprawdę nie jest decydowaniem się na związek, więc uważam, że możesz się spotkać, szczerze pogadać i zobaczyć czy "to ten sam facet", czy wyjaśni osobiście wszystko, na ile faktycznie będzie chciał się przed Tobą otworzyć, no i na ile ty sama będziesz chciała to wszystko wiedzieć. Dołączył: 2012-01-27 Miasto: Gdzies Tam Liczba postów: 4500 9 maja 2014, 11:42 a jaka masz pewnosc ,ze nie zmyslił sobie tej historii z domem dziecka zebys zlitowala sie nad nim ? Dołączył: 2007-11-28 Miasto: Nad Wodą Oczywiście Liczba postów: 222 9 maja 2014, 11:44 Uciekaj poki mozesz. Niestety, skoro masz taki charakter ze nie ustapisz to wasz zwiazek bedzie bardzo ciezki - on wydaje sie zamkniety i napewno beda problemy z komunikacja, do tego dojdzie twoja frustracja o to wszystko i osobowosc upartuszka (ktora zreszta tez mam) bedzie powodowala koktajle molotowa. Nie znacie sie dobrze, a poznanie go bedzie dluga i meczacą podróżą w któej zagubicie się obydwoje. Jako kolega niech sobie bedzie, nic nie stoi na przeszkodzie, ale wkrecać się w ciężki związek z cieżkim facetem który posiada dziecko to juz zaangazowanie typu 'mama' i to nie tylko mama dla dziecka ale i dla faceta a to NIGDY nie jest dobra kombinacja. Pomysl rowniez czy wazne sa dla ciebie kontakty z rodzina faceta i czy bedziesz w stanie zyc z kims kto takich kontaktow nie ma lub sa one bardzo ciezkie. Rodzina moze duzo pomoc w roznych sytuacjach a nie majac jej jestes zdana tylko na siebie - szczegolnie jesli facet okaze sie takim charakterem ze bedzie liczyl na ciebie i to co ty zrobisz. Jak kolezanka zauwazyla wczesniej - licza sie czyny a nie slowa - skoro on dziala na odwrot teraz to i bedzie tak dzialal w przyszlosci. Uwierz w siebie i do przodu - ten jedyny lub dwoch ;) są tam na swiecie napewno dla ciebie - troche pewnosci siebie i napewno go ujrzysz/spotkasz :) Dołączył: 2011-05-04 Miasto: Białystok Liczba postów: 14378 9 maja 2014, 11:48 Ja osobiscie nie chcialabym miec faceta z dzieckiem,ale to ja ,z takich powodow jak kontakt z byla partnerka,bylabym zwyczajnie zazdrosna o kontakt nie z dzieckiem a matka dziecka,bo to nieuniknione a nie wierze kobietom,nawet jesli ufam jesli Ty nie masz obaw to spotkaj sie pogadaj,to wcale nie musi byc czarny scenariusz. EnolaaGay 9 maja 2014, 12:01 nie wyobrażam sobie życia z takim trudnym facetem. Tyle rzeczy przed Tobą zataił. Kto wie jakie jeszcze historie ukrywa... co kilka miesięcy może będzie Ci rzucał kolejnymi szokującymi faktami. W związku z tym, nie widzę sensu żeby się z nim spotkać. Może tylko z ciekawości, aby wysłuchać co ma do powiedzenia, ewentualnie dać kilka przyjacielskich rad. Tyle.

kiedy dać sobie spokój z facetem